ROLLERBLADE Fusion/Solo versus Open Shell Mod

Witam ponownie! 

Jest sobota, późny wieczór, idealny czas na napisanie dawno zapowiadanej recenzji. Mam dla was spory kawałek tekstu i wiele zdjęć!

Kilka lat temu firma Rollerblade wprowadziła na rynek rolki pod nazwą Solo i Fusion. Obie linie łączy ten sam shell wykorzystany do jazdy agresywnej i freeskate. Co za tym idzie możemy dowolnie modyfikować je pod własny styl jazdy. Jednak jest jedno małe “ale”. Niestety, nie każdemu nowa skorupa Rollerblade pasuje. Jestem jedną z tych osób, którym jazda w standardowej rolce jest delikatnie mówiąc niekomfortowa. Wziąłem sprawy w swoje ręce i zacząłem próbować coś zmienić. Zaczęło się od wymiany linera. Najpierw użyłem Sifiki SL310, tej która była dodawana do rolki Deshi Ch1. Niestety problem nadal pozostał, stopy bolały i jeździło się źle. Później nabyłem najgrubszy i najwyższy z możliwych linerów na rynku – Trust Catalyst. Oczywiście za żadne skarby nie chciał wejść do wąskiego i ciasnego shella Rollerblade Solo. Trzeba było przedsięwziąć pewne kroki. Zachęcony filmikiem “Frankenboots #5: Rollerblade Solo Era” postanowiłem zrobić podobnie, jednak na dużo większą skalę ryzykując całkowite zniszczenie skorupy. Tyle słowem wstępu, czas na konkrety!

 

Budowa rolki

Zacznijmy od tego czym te rolki różnią się od masy innych, które są na rynku. Jest to bardzo ciekawa konstrukcja. Szynę przykręca się bezpośrednio do shella, nie ma tutaj pośrednika jakim w innych modelach jest baseplate/soulplate. Co za tym idzie środek ciężkości jest maksymalnie nisko.  Same półki można zamontować już po przykręceniu szyny. Jest to duże udogodnienie, ponieważ przy wymianie nie musimy wykręcać niczego innego poza wybraną częścią. A kiedy zdecydujemy się na jazdę FSK możemy pozbyć się dodatkowego balastu. Niestety, ale takie rozwiązanie ma też swoje wady. Jeśli mamy odpowiednio niską agresywną szynę to na początku może nam się wydawać, że jest osadzona bardzo głęboko, a triki royalowe będą wyglądały jak uwielbiany przez wszystkich talerz. Po prostu będzie bardzo niewielki kąt między rolką, a rurką czy murkiem. Na szczęście doginamy kolana, a nie same rolki! Po jakimś czasie, soulplate także się wyciera i to uczucie mija.

Poza tym rolki mają bardzo solidne cuffy z v-cutem, które dają bardzo dobre wsparcie dla kostki. Nie mamy uczucia, że rolki są z betonu jak niektórzy uznają modele USD Throne. Cholewki uzupełnia porządny szeroki rzep spełniający swoje zadanie w 100%.

Sama skorupa to kawałek solidnego plastiku z odpowiednio dobranej mieszanki. Dzięki czemu sznurowanie jest w niej efektywne i sprawdza się znakomicie. Sznurówki nie muszą służyć tu tylko dla ozdoby. Do tego dostajemy klamrę lub rzep pod kątem 45*, który jest interesującą opcją i umożliwia lepsze trzymanie stopy. Takie właściwości shella ważne są głównie dla osób jeżdżących FSK czy powerblading. Shockabsorber w tym modelu jest poprawny. Leży pod połową stopy i jest gruby na około 1,5cm. Co ciekawe nie daje on uczucia podniesionej pięty.

 

O linerze nie chcę się wypowiadać, bo używałem go kilka razy, po prostu jest tragiczny. Moje stopy bardzo się z nimi nie lubią i nie mam zamiaru już nigdy z nich korzystać. Pewnie to kwestia czysto osobista, także nie ma co się zrażać i warto przymierzyć te rolki przed zakupem.

Docieramy teraz do sedna sprawy czyli modyfikacji. Open shell versus Stock. 

Co skłoniło mnie do tej przeróbki? Ból w śródstopiu i niemożliwość dłuższej jazdy w tej skorupie. Jak już wcześniej wspomniałem shell jest wąski i nie każdemu pasuje. Cięcie skorupy pozwala na  zrobienie dodatkowego miejsca i ewentualne umieszczenie dużo grubszego linera.

Jak widzicie na zdjęciach zmiany są bardzo duże. Wycięty jest obszar gdzie znajdowały się oryginalnie oczka na sznurówki. Dzięki pozbyciu się tego materiału shell zyskał na elastyczności. Ogromną zaletą tej przeróbki jest wygoda jazdy(głównie dla osób z wysokim podbiciem stopy), większa przestrzeń oznacza lepsze dopasowanie. Czujemy, że nogi mają trochę wolności. Nie musimy jednak całkowicie tracić trzymania stopy, ponieważ standardowe klamry 45* sprawdzają się idealnie.

Na pewno zastanawiacie się czy takie drastyczne kroki nie zniszczą waszych ukochanych rolek. Nie mogę was zapewnić, że skorupa się nie rozpadnie, aczkolwiek ja jeżdżę już na nich od pół roku i jakichkolwiek negatywnych zmian nie zauważyłem.

Jak to w życiu bywa nie ma rzeczy idealnych. Open Shell ciągnie za sobą także wady. Po pierwsze otwory na sznurówki nie mają okuć i raczej nikt nie ma w domu sprzętu by je zamontować(warto zapłacić kilka złotych i je założyć). Co za tym idzie przy mocniejszym ściąganiu sznurówek materiał może się zmęczyć, a w najgorszym wypadku nawet zniszczyć. Po drugie trzymanie stopy nie będzie już tak dobre jak w standardowym shellu. Jednak dla mnie ta różnica nie jest wielkim minusem. Ba! Jeżdżący agresywnie uznają to za plus. Nie mogę też zapomnieć o tym, iż klamry 45* nowego typu(np. te z Rob G) przy grubszym linerze są bezużyteczne. Paski są za krótkie i montowanie ich mija się z celem.

Więcej wad nie zauważyłem, gdybyście mieli jakieś wątpliwości proszę pytać w komentarzach.

Kilka słów o samej jeździe.

Wspominałem o tym jak rolki sprawują się podczas jazdy we wcześniejszej części recenzji, jednak chciałbym jeszcze dokładnie opisać samą jazdę.

Pierwsze moje spotkanie z shellem solo/fusion było dziwne. Coś jak wahania nastrojów kobiet. Na początku wspaniale mi się jeździło, trzymanie stopy idealne, waga całego zestawu niska, wszystko jakby we śnie. Jednak po jakiejś godzinie jazdy moja opinia zmieniła się o 180 stopni. Stopy zaczęły mnie okropnie boleć i musiałem zrobić sobie kilka minut przerwy. Stwierdziłem, że to normalne w nowych rolkach, rozbije się. Wróciłem do jazdy na kolejną godzinę, czułem, że jest ciasno trochę uwierało, stopy drętwiały. No trudno to nadal pierwsza jazda, nie ma co płakać. Niestety wspaniały standardowy liner obtarł mi kostki do krwi i to jego uznałem za winowajcę wszystkich niedogodności. Następna jazda była z linerem Sifika Sl310, kostki już się nie obcierały, jednak ból stóp był taki sam. Nie miałem wyjścia. Trzeba było kupić nowy liner i otworzyć shell. Kolejne jazdy już z Open Shellem i Trustem Catalyst to zmiana na lepsze. Wygoda znacznie wzrosła, stopa w końcu miała trochę więcej miejsca. Jazda stała się przyjemniejsza, a ból pojawiał się tylko podczas bardzo długiej i intensywnej jazdy. Jednak nie przeszkadzał tak by dyskwalifikować te rolki. Muszę przyznać, że bardzo polubiłem ten setup i uznaję go za jeden z najlepszych modów jaki zrobiłem. Używam ich aktualnie do freeskatingu i powerbladingu. Nie straszne im zjazdy po schodach, wysokie skoki czy grindy. Poza kruchymi soulplatami(wcześniejsze wersje) są to bardzo wytrzymałe i wygodne rolki!

 

Na koniec zamieszczam dokładne zdjęcia z porównaniem.

Do usłyszenia!

Advertisements

Roll Line Skil – NEW Aggressive Wheels!

Dzień dobry!

Po raz kolejny dobre wieści i po raz kolejny zapowiedź ciekawego testu!

Obrazek

Dzisiaj dotarła do mnie przesyłka z Włoch prosto od Roll Line Skil, a w niej znajdowały się piękne, niedostępne jeszcze w sprzedaży koła agresywne. Dwa koloru białego i dwa koloru szarego. Tego samego typu.

zdj. koła agresywne i powerbladingowe.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego jednak jest coś co bardzo odróżnia koła Roll Line Skil od produktów innych firm. Mają rdzeń/core identyczny jak duże koła do powerbladingu(Thunder Demon). Czy to źle? Wręcz przeciwnie! Core zastosowany w kołach Thunder Demon to jeden z najlepszych z jakimi się spotkałem w życiu. Piekielnie mocno trzyma łożyska, jest wykonany z bardzo dobrej jakości plastiku i moim zdaniem potrafi wiele znieść.

zdj. widać podobieństwo?

Oczywiście nie zapomniałem o cyferkach i sprawach technicznych! Koła które otrzymałem mają rozmiar 61mm(zmierzyłem 60mm) i twardość 88a(muszę to jeszcze dokładnie sprawdzić u producenta). Profil koła jest maksymalnie spłaszczony. Powierzchnia styku z podłożem jest bardzo duża – około 1,5 cm. O mieszance nie mogę napisać nic ponad to, że będzie dostępna w trzech kolorach(może wkrótce więcej) – biały, szary i pomarańczowy. Bez testów niestety nic nie mogę powiedzieć o mieszance. Zima za oknem, pada śnieg chociaż jest już kwiecień, także na wyniki trzeba jeszcze poczekać.

Na dokładkę wrzucam kilka zdjęć!